ROZBITE LUSTRA , cz.1


Rozsiadła się w fotelu i zapięła pas. Na szczęście miejsce obok było puste.
– Tak lepiej – pomyślała. Wygodniej. A poza tym nie lubiła pasażerskich pogaduszek. 6 godzin to czas dla mnie, na muzykę, przemyślenia. Nigdy nie nudziła się sama ze sobą. Może to z przyzwyczajenia.
Mówią, że rozbite lustro to 7 lat nieszczęść. Nie chciałam w to wierzyć, choć gdy teraz patrze wstecz, to za cholerę nie moge znaleźć innego wytłumaczenia. No bo jak wytlumaczyc nagłą niespodziewana odmianę losu, po długich cierpkich latach w biedzie, takiej prawdziwej biedzie fizycznej, głodnej i chłodnej? Sama nie wiem, czy nazwałabym siebie realistka, czy bujająca w obłokach, pesymistka, czy radosna optymistka.
Sama nie wiem, czy nazwałabym siebie realistka, czy bujająca w obłokach, pesymistka, czy radosna optymistka. Optymizmu jest we mnie wiele, bo po każdym kopniaku otrzepuję dłonie i kolana, i idę dalej- nie tym razem, to następnym. Sukces nie przychodzi łatwo- jakie banalne. Czasem im prawdziwsze tym bardziej banalne. Kiedy przychodzi następna okazja trzeba próbować.

MALARIA cz.3

Wrzesien, Dar Es Salaam  Trzeba miec  kogos, kto poda szklanke wody, kiedy bedziesz chora-  odkad skonczyla 40 lat, babcia jej to przy ka...