ROZBITE LUSTRA , cz.1


Rozsiadła się w fotelu i zapięła pas. Na szczęście miejsce obok było puste.
– Tak lepiej – pomyślała. Wygodniej. A poza tym nie lubiła pasażerskich pogaduszek. 6 godzin to czas dla mnie, na muzykę, przemyślenia. Nigdy nie nudziła się sama ze sobą. Może to z przyzwyczajenia.
Mówią, że rozbite lustro to 7 lat nieszczęść. Nie chciałam w to wierzyć, choć gdy teraz patrze wstecz, to za cholerę nie moge znaleźć innego wytłumaczenia. No bo jak wytlumaczyc nagłą niespodziewana odmianę losu, po długich cierpkich latach w biedzie, takiej prawdziwej biedzie fizycznej, głodnej i chłodnej? Sama nie wiem, czy nazwałabym siebie realistka, czy bujająca w obłokach, pesymistka, czy radosna optymistka.
Sama nie wiem, czy nazwałabym siebie realistka, czy bujająca w obłokach, pesymistka, czy radosna optymistka. Optymizmu jest we mnie wiele, bo po każdym kopniaku otrzepuję dłonie i kolana, i idę dalej- nie tym razem, to następnym. Sukces nie przychodzi łatwo- jakie banalne. Czasem im prawdziwsze tym bardziej banalne. Kiedy przychodzi następna okazja trzeba próbować.

***

Samolot powoli ruszył. Lubiła ten moment, kiedy nabierał prędkości i unosił się w górę. A kiedy już zawisał spokojnie w powietrzu, silniki zaczynały pracować spokojnie, otulała się kocem, nakładała słuchawki na uszy by posłuchać ulubionej muzyki i zapadała się w swój świat.

Kiedyś pisała, wszędzie, żeby wyrzucić z siebie ból, żeby nie krzyczeć. Zawsze miala przy sobie notatnik i dlugopis. A potem nagle przestała pisać- nauczyla się żyć z tym bólem, który kiedyś rozrywał ja od środka i zmuszał do wyrzucania słów. Nawet listy do Mamy przestała pisać. Powróciła do rozmyślań.

****
Od zawsze nurtowalo mnie jedno pytanie- czy nasz los jest gdzieś z góry zapisany i od przeznaczenia nie możemy uciec? Bo w takim razie, czy warto się tak męczyć i szarpać, próbować coś zmieniać, czy nie prościej po prostu poddać się nurtowi życia i przyjmować, czym nas ugaszcza? Czy może odpowiadamy za swoje wybory i czasem ten jeden niewłaściwy krok zmienia cała nasza przyszłość?
Przez pierwszych parę lat po wyjeździe nie dawało jej to spokoju, zastanawiała się, czy mogła tego wszystkiego uniknąć podejmując kiedyś tam inną decyzję. Zadręczała się tym, aż któregoś dnia zrozumiała- że na to pytanie nie ma odpowiedzi i im dłużej jej szuka, tym bardziej oddala się od życia. I przyszedł czas, kiedy zrozumiała, że to, co zostaje w tyle, już zaistniało w naszym życiu, ale odeszło i jest tylko bierna częścią przyszłości. A ona nie chciała żyć biernie.

Wybiła się z rozmyślań gdy podeszła stewardessa podająca napoje. Wzięła sok jabłkowy- w Emirates mają najlepszy sok jabłkowy -uśmiechnęła się do siebie.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

MALARIA cz.3

Wrzesien, Dar Es Salaam  Trzeba miec  kogos, kto poda szklanke wody, kiedy bedziesz chora-  odkad skonczyla 40 lat, babcia jej to przy ka...